Berliński festiwal "Transmediale" obchodzi w tym roku dwudziestą rocznicę istnienia, chociaż pierwotnie był poświęcony głównie medium wideo. Od połowy lat 90. do prezentacji festiwalowych wkroczyły także inne środki wyrazu, stopniowo wypierając media analogowe na rzecz cyfrowych. Od 1996 festiwal miał już stronę WWW. Zmieniono także jego podtytuł, z "Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Medialnych", na "Festiwal Sztuki i Kultury Cyfrowej". Celem tej zmiany było wymknięcie się dominacji kategorii "medium" i skierowanie uwagi na szerszą perspektywę wiąż zmiennej współczesnej kultury. Wspólnym mianownikiem stała się więc podstawa cyfrowa kultury, a nie sam fakt posługiwania się nowymi mediami.
Tegoroczna edycja odbywa się pod hasłem "Unfinish!", ponieważ dotyczy nie tylko ciągłości historycznej festiwalu, ale także nowych problemów jakie pojawiają się w sztuce. Tytułowe niedokończenie dotyczy wszelkich prac otwartych, cyfrowych, które można w nieskończoność modyfikować. Można także poddawać recyklingowi stare, "analogowe" projekty. Niedokończone dzieło sztuki przestało więc być niepełnowartościowe. Raczej fakt, że po dany motyw sięga wielu artystów, wskazuje na jego nośność i wydobywa wciąż nowe aspekty.
Prace pokazane w ramach stałej wystawy na festiwalu wydają się mało efektowne i hermetyczne. Zwycięska praca "Proof of Life" ("Dowód życia") belgijskiego artysty Hermana Asselberghsa to materiał wideo, prezentowany na ekranie telewizora. Zgromadzeni w pomieszczeniu widzowie patrzą na ekran, jednak nic się na nim nie dzieje. Obraz jest nieruchomy albo nieostry, a głos z offu mówi o naszej wierze w to co, widzimy na ekranach. O tym na przykład, jak w jednej chwili postrzegamy osobę błagającą o życie jako realną osobę a mimo to wiemy, że jest to tylko obraz, zbiór pikseli. Również o tym, jak dużą rolę w uzupełnianiu przekazu medialnego odgrywa nasza wyobraźnia, poglądy i wiedza. Albo o tym, jak, mimo wieloletniej dominacji mediów ekranowych, wciąż potężna jest siła tekstu.
Jury festiwalu przyznało także dwie drugie nagrody. Jedną z nich otrzymał Antoine Schmidt z Francji. Jego praca "Still living" jest również mało atrakcyjna - składa się z kilku niewielkich ekranów LCD z ruchomymi wykresami. Tytuł nawiązuje do pojęcia "still life" czyli martwej natury - odwiecznego i klasycznego tematu malarstwa, często związanego z pojęciem przemijania. Jednak wykorzystanie języka biurowych słupków i wykresów mówi dość ironicznie o opisywaniu świata za pomocą technokratycznych narzędzi.
Drugą nagrodę dostał także Brytyjczyk Tim Shore za film "Cabinet", który podejmuje temat manifestu osławionego Unabombera, który konstruował swoje wybuchowe przesyłki w zaciszu górskiej chaty. Praca jest wielopoziomowa, komentuje kulturowe mity obecne w warstwach obrazu i dźwięku.
Kuratorzy festiwalu pytają: czy jesteś gotów by nie dokończyć swego świata? Fakt, że nagrodzono prace mało nowatorskie technologicznie, niezbyt efektowne wizualnie, i raczej przewrotne w swej koncepcji, wskazuje na nową tendencję. Sztuka cyfrowa w sezonie 07 wygląda jakby postanowiła wycofać się z wyścigu nowoczesności. Sięga po media, bo one nas otaczają, jednak nie próbuje konkurować z wynalazkami technologicznymi, jakby w przekonaniu, że efektowność powinna pozostać domeną produktów komercyjnych.







Wasze komentarze
dodaj komentarz