Pełny tytuł książki brzmi: "Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości". Znaczy - w sam raz dla niekaranych mężczyzn i dziewcząt po 16. roku życia. Popisał się nią Jakub Żulczyk (1983) - osobnik kojarzony m.in. z felietonów w miesięczniku "Exklusiv". Młody, ambitny pisarz zaliczył już nawet łamy "Playboya", publikując w październikowym numerze opowiadanie "Z każdym naszym oddechem". A co z ogólnodostępnym debiutem powieściowym krakowianina?
Ukazał w niej autor, odwołując się do estetyki komiksu czy teledysku, "Bonnie i Clyde'a dla ubogich" roczników 80. Bohaterowie Żulczyka uciekają w niedojrzałość i nierzeczywistość - przed prawdą o sobie w mijającym wieku cielęcym i jego przymiotami. Wtajemniczenia w komplikacje, jakie powoduje rychle nadchodząca dorosłość, doznaje też czytelnik.
Wykreowana przez autora igraszka narracyjna ma wyraźną, godną romansidła XXI wieku linię fabularną. Współczesny Piotruś Pan w osobie Dawida, przyszłego absolwenta prawa, porywa obiekt westchnień - neurotyczną, 15-letnią Kaśkę, by odbyć z nią trochę sensacyjną, trochę sentymentalną podróż przez osiem leveli pisanej prozą gry. Stawką i ryzykiem jest zakochanie się. Na tym zasadza się "multimedialna" symulacja, ale też formuła zamknięcia w literackiej konwencji, gdzie "wszystkie historie są o miłości".
Żulczyka interesują: współobecność młodzieńczego i dojrzalszego życia oraz sposoby przekraczania pogranicznych stanów (mentalnych?). Niuanse adolescencji, nieuchronność odejścia dziecięcego świata, utraty beztroski i zabawek niewinności to podstawowe kwestie poruszone w książce. Zaś mitologizowana młodość okazuje się kluczem do ogarnięcia powieści i istotą, za którą naprawdę ugania się bohater-narrator fristajlowej opowiastki.
Od pierwszych stron zwraca uwagę sposób opowiadania Żulczyka: targanie porządku pomniejszych fabuł na rzecz gargantuicznych odlotów hiphopowca ("karmiczny flow") i immanentnej walki dyskursów ("mówienie Masłem" - hołubienie reminiscencji). Prozaik posługuje się wielce kreacjonistycznym językiem (pozorowanym na fabulację), świadomym swej retoryczności miszmaszem, gadkami prowadzącymi do bezdechu u czytającego na głos (ostatni efekt to sprawka krótkich, pospiesznie budowanych zdań w natłoku myśli i mających dopiec wrażeń, celnych fraz, wielopoziomowego nacechowania wypowiedzi).
Co jeszcze wymyśli autor "Zrób mi jakąś krzywdę"? Już się boję. I czekam z niecierpliwością. Bo na pewno czymś wciągającym się popisze.
Jakub Żulczyk, "Zrób mi jakąś krzywdę, czyli wszystkie gry video są o miłości", Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2006








~adhd
kto i co tu wciagał?
~lady in red
Taki z niego playboy czy zabawia się też inaczej?!
dodaj komentarz »wszystkie wątki »