Przejdź do głównej części strony

Strona głównaW ROWieWsad

Jak sztuka wykorzystuje dzieci i zwierzęta?

Autor informacji: Tomasz Bielenia

Wielka sztuka zawsze narażona będzie na dyletanckie drwiny, przywilejem jej i przekleństwem zarazem jest zaś wzbudzać skrajne emocje. Skoro więc napisano już złośliwie głupio o krótkometrażowym filmie "Antychryst" Adama Guzińskiego, dla równowagi aż prosi się o rzeczową ripostę.

Moim zamiarem nie będzie jednak obrona artystycznej wartości filmu Guzińskiego przed zarzutami postawionymi przez Dagmarę Jakubczak w tekście "Obejrzałam polski film" - zrobiło to za mnie jury kilku międzynarodowych festiwali filmowych, na których nagradzano "Antychrysta" (film Guzińskiego chwalił nawet sam Werner Herzog).

Tekstu Jakubczak w żadnej mierze nie można też traktować poważnie jako podstawy do filmoznawczej polemiki - żale jej są bowiem tylko pedagogiczno-ekologicznym lamentem nad sposobem użycia przez reżysera małoletnich aktorów oraz żywych karpi, bez podjęcia próby zrozumienia krótkometrażówki Guzińskiego.

Każdy film to osobny język. Gdyby w kinie - powiedzmy - Woody'ego Allena, zabrakło w pewnym momencie dialogów - uznalibyśmy to za "błąd w sztuce". Istnieje jednak kino, które bez dialogów radzi sobie znakomicie. Co więcej, znajdą się krytycy, którzy w tego rodzaju filmach upatrywać będą jego kwintesencji. X muza to przecież sztuka ruchomych obrazów a umiejętność rozumienia ich jest - wbrew powszechnej opinii - zdolnością o wiele trudniejszą od umiejętności rozumienia ludzkiej mowy, obojętnie czy jest to słowo pisane, czy mówione.

Jakubczak zarzuca bohaterom Guzińskiego, że "mało mówią". "Czterech małych aktorów mało mówi, a głównie się wydziera (...) czy nie lepiej było po prostu napisać dla nich jakieś dialogi, zamiast kazać im się drzeć i wykrzykiwać?". Ja to widzę tak, że autorka zarzuca Marcelowi Marceau, że stroi miny...

A gdybyśmy tak spróbowali na początek zaufać reżyserowi (choć Jakubczak wzdryga się już w drugim akapicie na myśl, że mogłaby tym zaszczytnym mianem nazwać Guzińskiego)? Gdybyśmy pomyśleli, że być może ma jakiś cel w tym, że odziera swój ascetyczny film z dialogów, że nasyca go pewnymi symbolicznymi scenami, że na użytek swych bohaterów kreuje coś w rodzaju plemiennej rzeczywistości? Że być może chce nam powiedzieć coś, co wykracza poza język lub czego nie da się powiedzieć przy pomocy słów?

Ile więcej przyjemności sprawi nam wtedy seans "Antychrysta", gdy zamiast przystępować do oglądania filmu z balastem stereotypowych przesądów, otworzymy się na to, co inne, niekoniecznie łatwe i zdecydowanie niesztampowe.

Zamiast próbować odnaleźć sedno reżyserskiego zamysłu, resztę swej żółci wylewa Jakubczak w sprawie związanej z moralną odpowiedzialnością zawodu reżysera. Atakuje Guzińskiego za negatywny wpływ na... psychikę małych aktorów. "Chłopcy bowiem łapali karpie w górskim potoku, następnie rzucali nimi, gryźli ich grzbiety i lali je po mordach. (...) Pytanie: co taki chłopiec sobie zakoduje? Jak taki chłopiec potem będzie traktować zwierzęta?" - pyta autorka tekstu, po czym proponuje: "A jeśli te karpie były tak ważne dla fabuły, można je było zastąpić gumowymi". Toż to recenzencka koalicja moralności IV RP z misją zwolenników hasła "uwolnić karpia", które co roku słyszymy przed Wigilią. Nikt nie wpadł jeszcze jednak na pomysł, by do wigilijnego stołu zasiadać przy gumowym karpiu! Najlepiej jeszcze z rozpędu młodych aktorów zastąpić kukiełkami i jak nic będziemy mieli dziecięcy teatrzyk. Gdyby w ten sposób Peter Brook kręcił swą ekranizację powieści Goldinga "Władca much" (a tytuł ten wspominam tu nie od rzeczy), to okazało by się, że nakręcił... "Włatcę móch" (tę "perełkę" współczesnej polskiej animacji można zobaczyć w stacji TV4).

P.S.

1. Autorka wspomina w swym tekście późną porę emisji "Antychrysta" w telewizyjnej Dwójce (według niej była to 1.15 w nocy). Stacja Kino Polska kilkanaście dni później wyemitowała "Antychrysta" tuż po dwudziestej. Zachęcam Dagmarę Jakubczak do regularnego oglądania propozycji tego kanału. Często przed seansami, w specjalnych materiałach - reżyserzy tłumaczą swoje artystyczne zamierzenia. Taki rodzaj bryku przed recenzenckim egzaminem.

2. Pełnometrażowy debiut Adama Guzińskiego "Chłopiec na galopującym koni" zawiera chyba jeszcze mniej słów niż "Antychryst". Dla braci Dardenne, którzy obejrzeli "Chłopca.." podczas ostatniego festiwalu w Cannes, nie stanowiło to przeszkody. Według słów Piotra Dzięcioła z firmy Opus Film, twórcy "Dziecka" oklaskiwali film Guzińskiego na stojąco.

źródło informacji: INTERIA.PL

Oceń artykuł

  • Kiepski
  • Poniżej średniej
  • Średni
  • Powyżej średniej
  • Bardzo dobry

kliknij aby ocenić

AKTUALNA OCENA 2,93
  • Nic dodac, nic ujac
    (2007-01-25 14:05)
    ~tytus


Dodatki


Informacje dodatkowe