Wiem dobrze: ironiczny ton w komentarzach dotyczących udziału kobiet w życiu publicznym to typowy przejaw kultury patriarchalnej, to klasyczny język wykluczenia. Wyrzuty sumienia na tym tle mam tym bardziej, że piszę ten felieton do numeru marcowego LMD, nawet bardziej przyjaznego kobietom niż numery z innych miesięcy. Na swoje usprawiedliwienie mogę jednak powiedzieć, że ironizuję w obronie, nie przeciw kobietom - Partię Kobiet, bowiem, tę konkretną, z jej manifestem ideowym i głównymi celami, uważam nie tylko za niepotrzebną, ale wręcz za szkodliwą. Dlaczego? Porzućmy ironię i zastanówmy się na serio nad głównymi założeniami i celami tego ugrupowania, skupiając się zwłaszcza na tym, jak odnosi się ona do najważniejszych problemów kobiet w Polsce.
Zacząć trzeba, rzecz jasna, od przerywania ciąży. Prawa do aborcji najczęściej chyba domagały się kobiety w ciągu ostatnich szesnastu lub siedemnastu lat. Jego przyznanie nie jest uzależnione od wysokości dochodu narodowego lub spełnienia innych "obiektywnych" warunków, dlatego lepiej niż inne kwestie służyć może jako miara rzeczywistego zainteresowania problemami kobiet. Z tym większym niepokojem przychodzi nam odnotować, że partia Gretkowskiej nie zamierza zaspokoić aspiracji kobiet pod tym względem. Na jej stronie internetowej, wśród głównych postulatów znajdujemy wprawdzie (na ostatnim miejscu) "możliwość samostanowienia w kwestiach planowania rodziny" - nie wiadomo jednak, o co dokładnie chodzi. Że nie o prawo do przerywania ciąży, wiem od przedstawicielki partii, która zadeklarowała to publicznie podczas niedawnej dyskusji panelowej na temat przemocy wobec kobiet. Jak się okazuje, kwestia aborcji dzieli Polaków, w tym kobiety, podczas gdy nowa partia chce przede wszystkim łączyć.
Piękna idea! W świetle tej deklaracji jasne się staje, dlaczego wśród postulatów programowych partii, na pierwszych miejscach znajdujemy "uchwalenie ustawy o równych płacach kobiet i mężczyzn i zapewnienie kobietom ochrony zdrowia". Propozycja ta - wyjaśnijmy - budzi wątpliwości niektórych feministek, które podnoszą, że gwarancje ustawowe równych płac już w Polsce istnieją, a na ich straży stoją - przynajmniej teoretycznie - nie tylko sądy pracy, ale i cała Unia Europejska. To niezaprzeczalna prawda. Czy jednak, w imię zasady nadrzędnej: łączenia - nie dzielenia, nie warto uchwalić ich raz jeszcze? Czy ktoś w Polsce sprzeciwi się powtórnemu ustawowemu zagwarantowaniu Polkom prawa do ochrony zdrowia? Może nawet warto rozważyć wprowadzenie instytucji dorocznego potwierdzania praw kobiet w ramach marcowych obchodów ich święta?



~Tosia
zgadzam się z 100% procentach. Nie widzę powodu
istnienia takiej partii a niedouczenie kogos,
kto...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »