Na ścianie, w której pracowali górnicy, raz już doszło do wypadku. Byli ranni. Jeden z przysypanych górników cudem ocalał. Cała Polska z zapartym tchem śledziła, czy uda się go uratować. Udało się. Była radość, poklepywanie się po plecach. Wypinanie piersi po ordery, pochwały. Ścianę zamknięto. Wydawało się, że wszystko skończyło się jak w amerykańskim filmie - happy endem.
Nikt nie przypuszczał, że w kilka miesięcy później dokładnie przed tą samą kopalnią po raz kolejny będą gromadzić się ludzie na przemian przepełnieni rozpaczą i ogromną nadzieją. Nikt nie przypuszczał, że głupota, chciwość i arogancja doprowadzą do kolejnej tragedii.
Liczy się zysk
Po kilku miesiącach, gdy ściana była zamknięta, postanowiono do niej wejść. Ktoś podjął decyzję, że w ten niebezpieczny i pełen zagrożeń rejon trzeba posłać górników. Nie byłoby to możliwe bez zgody instytucji, których zadaniem jest czuwanie nad bezpieczeństwem pracy górników. Jednak wydano stosowne zgody i machina ruszyła. Dziś te same instytucje badają, jak i dlaczego doszło do wypadku.
O tym, że od początku przewidywano wejście w ten rejon, świadczy to, że zanim jeszcze uzyskano wymagane przepisami zezwolenia, już uruchomiono procedurę przetargową. Zanim podjęto decyzję o otworzeniu ściany, wybrano zewnętrzną firmę, która miała tam wejść i wyciągnąć ze ściany sprzęt. Zdawano sobie sprawę z zagrożeń, ale przede wszystkim liczył się wynik ekonomiczny. To, że kopalnia może zaoszczędzić. No i firma "z układu", jakich wiele w górnictwie, mogła na tym zarobić. Wszyscy wiedzą, że aby wygrać przetarg na takie roboty, trzeba mieć mocne "plecy".
Dobra firma
Roboty powierzono firmie "Mard". Założył ją sztygar z sąsiedniej kopalni, który odszedł już na emeryturę. Nikt nie uwierzy, że bez wsparcia w kierownictwie kopalni lub jeszcze wyżej, taka firma mogła funkcjonować w górnictwie. W tej branży wszystko rozgrywa się według zasady "ty znasz mnie, ja znam jego". Jest rzeczą oczywistą, że wiele takich firm ma powiązania z decydentami kopalń lub spółek węglowych. Wielu z nich jest cichymi udziałowcami takich firm. Nic nie dzieje się za darmo. W firmie "Mard" zatrudniano emerytowanych górników. To rzecz normalna. I praktyczna. Część pieniędzy można było wypłacać im legalnie, a część pod stołem. Ale musiano także zatrudniać osoby przypadkowe. Ot wprost z ulicy.
Jak się okazało, przez kilka ostatnich lat w firmie "Mard" nie było ani jednego wypadku w pracy. Ani jednego. Oczywiście w statystykach. Takie firmy to prawdziwe eldorado. Zatrudniają ludzi za grosze. Pracujący tam nie mają żadnych praw. Jak się nie podoba - wynocha. Gdzie znaleźć pracę, jeśli jeszcze do niedawna nie było żadnych przyjęć do kopalń? Obowiązywał ministerialny zakaz. Pozostawały tylko takie firmy albo nic.
Kopalnia
W kopalni "Halemba" źle działo się od lat. Dyrektor, który nią kierował, myślał tylko o jednym: jak, mimo uprawnień emerytalnych, utrzymać się na stołku. Kombinował połączenie z sąsiednią kopalnią, co miało pozwolić mu na przetrwanie. Kopalnia dołowała z roku na rok. Nie płaciła szkód górniczych - tym niech się martwi następca, nie prowadziła robót przygotowawczych, inwestycji.
Za to rosły zwały niesprzedanego węgla. Sytuacja stawała się coraz gorsza. Na dodatek kalkulacje na zachowanie stołka dyrektora diabli wzięli. W takim wypadku wykazanie się oszczędnościami w postaci wyciągnięcia sprzętu z zamkniętej ściany nabierało szczególnego znaczenia. Wiele razy zwracano uwagę na zagrożenia. Na powtarzające się informacje o metanie, na konieczność udziału w robotach zastępów ratowniczych. Jak grochem o ścianę.
Na kilkanaście godzin przed tragedią dyrektor kopalni na odprawie ryczał pod adresem firmy "Mard": "Ja was wyp...!" Był wściekły, że firma sobie nie radzi. Miał zamiar posłać tam górników z "Halemby". Nie pierwszy zresztą raz. Nie wiadomo, czy jego wściekłość spowodowana była tylko wolnym tempem prac, czy także świadomością, że trzeba uciekać przed zagrożeniem. Podobno zabrakło niewiele. Być może kilkudziesięciu godzin, aby się udało. Nie udało się.



~pamejudd
Moze to dziwne co powiem, ale chcialbym, zeby
Autor tego felietonu zmyslal...
~Ziobro=Zero
Ciekawym bym był bardzo, czy autor -
przewodniczący związku składał oficialne
zawiadomienia o nar...
~bronka
nie powinne istnieć
~adik
bronka zastanów sie troche zanim cos napiszesz,
chyba ze myslenie sprawia ci trudnosci
~hm
postępuje we wszystkich kopalniach, a swoją drogą
żądni sensacji dziennikarze moglidy nagrać i u...
~szyderca
widać że ten co to napisał nie zna realiów
górnictwa,trzeba zamknąć wszystkie drogi, na
których d...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »