Przewodzi im sam minister Giertych, proponując koszary zamiast szkół, policjanta w roli opiekuna i przyjaciela dziecka oraz zapakowanie uczniów w jednakowe uniformy. Jego działalności przyświeca prosty pomysł: zakneblować smarkaczy i zrównać ich z ziemią, żeby na tak przygotowanej glebie tym bujniej krzewiła się Młodzież Wszechpolska. Giertych nie jest w swych dążeniach i tęsknotach osamotniony. Wspiera go liczny chór "pedagogicznych autorytetów", zatroskanych katechetów, odpowiedzialnych dziennikarzy, stanowczych rodziców i wszystkich, którzy marzą, żeby wreszcie nastał porządek. Jak zdarta płyta powtarzają te same melodie: rośnie przestępczość (nie szkodzi, że w rzeczywistości od dość dawna spada, co potwierdzają oficjalne statystyki), mamy kryzys wychowawczy, no i oczywiście nastał kryzys autorytetów. Jednym słowem, świat wali nam się na głowy. Wszyscy widzieliśmy, jak dzieciarnia urozmaica sobie szkolne trudy zakładaniem belfrowi kosza na głowę. Nie przystoi pytać, czy w czasach złotej dyscypliny zdarzały się podobne ekscesy. Jasne jest jedno: przyczyną zła jest bezstresowe wychowanie, które zaćmiło umysły liberalnych wychowawców i naiwnych rodziców.
Plaga zbiera obfite żniwo. Właściwie już ściągnęła na nas katastrofę. "Małolaty zmieniają życie dorosłych w piekło", "dzieci przejęły władzę w rodzinie. Zapomniały co to dyscyplina, autorytet, obowiązek i szacunek. Sterroryzowani rodzice wołają o pomoc, coraz częściej przywołując tradycje surowego pruskiego wychowania." - donosi z "wychowawczego frontu" w Niemczech dziennikarka Anna Tyszecka. Nic tak nie boli, jak brak dyscypliny. Dzięki relacji Tyszeckiej znamy skalę tej potworności. Rodzice czytają książki pedagogiczne i szukają fachowych doradców, zamiast porządnie przetrzepać pociechom skórę jak Bóg przykazał. Liczby mówią same za siebie: w Niemczech "ponad 2 procent rodzin korzysta z usług pedagogicznych ośrodków wychowawczych finansowanych przez państwo". Aż 2 procent! To może naruszyć stabilność budżetu. A zresztą, czemu grzeczny podatnik miałby właściwie płacić za niesforne bachory?
"Pozostali sięgają chętnie po fachową literaturę: czeka na nich około 400 poradników, na które wydali - bagatela - 750 milionów euro.". Mogliby przeznaczyć je na kupno mercedesa albo na kartę klubu golfowego. Co za brak gospodarności!
Stroskanym pedagogom najbardziej doskwiera brak szacunku dla władzy. Smarkacz jeden z drugim niczego się nie boją i puszcza mimo uszu zasadę "co wolno wojewodzie...". Złu można jednak łatwo zaradzić. Sytuacja dojrzała do męskich rozwiązań: albo oni wejdą nam na głowę, albo my weźmiemy ich za mordę. Oczywiście w trosce o rozwój i dobro młodzieży wybierzemy to drugie. Narzucimy dzieciom klarowne zasady. Najważniejsze, żeby były cicho. Osławione reguły pruskiej dyscypliny polegają przecież na uwielbieniu dla przełożonego, rygorze, ślepym posłuszeństwie i stłumieniu samodzielności (zwłaszcza myślenia). Klappe zu! Dyrektor, jak chciałby nasz światły minister, wyśle kogo zechce do poprawczaka od ręki i żaden sąd rodzinny nie będzie do tego potrzebny.
Warto jednak sięgnąć do źródeł i zastanowić się, kogo rozliczyć za pedagogiczne klęski. Kogo postawić do kąta, kto nas w to bagno wpakował, kto wymyślił bezstresowe wychowanie? Właśnie - kto? Trudno wskazać zwolenników "bezstresowego wychowania". Znamy stronników wychowania bez przemocy, bez porażek, ale bez stresu - jako żywo nie.



~mama
autor jak widać słabo zorientowany zna tylko 2
metody wychowania- nieludzka dyscyplina, którą
pró...
~bronka
a co z rozsądkiem?
~ola
No cóż ,przecież bezstresowe wychowanie było takie
modne :P
dodaj komentarz »wszystkie wątki »