Utwory z "Opherapholii" mają już kilkanaście miesięcy. Czy fani mogą spodziewać się wkrótce nowego wydawnictwa Pogodno? Macie pomysł na nowy projekt, oczywiście poza koncertem w przestrzeni międzyplanetarnej (śmiech)?
(śmiech) Z tym kosmosem to jest tak, że tam najlepiej byłoby zagrać muzykę elektroniczną (śmiech). I taka będzie następna płyta. Nasze działania determinować będą zabawki, które sobie kupiliśmy lub zamierzamy sobie kupić. W ten sposób chcemy odkleić się od takiej pracy, którą zajmowaliśmy się ostatnio. Czyli pracy z człowiekiem, pracy na instrumentach analogowych. Absolutnie elektronicznie będziemy to drążyć i to też ma być taki "concept album". Jest pomysł na to, a piosenki przyjdą w trakcie.
To będzie coś, co "wisi" nam już od kilku lat i nigdy nie ma czasu tego zrealizować. A tak naprawdę to będzie ukłon w stronę naszego perkusisty [Jarosława Kozłowskiego - przyp. red.], który jest fanem muzyki rave i za każdym razem staraliśmy się nagrywać takie piosenki. A jak już udało nam się coś takiego zrobić, to okazywało się, że one nie nadają się na płytę. Polecimy po prostu po całości coś takiego. Trudno mi mówić co będzie. Na pewno jest pomysł. Od koncepcji wyjdziemy, a co się wydarzy? Nie wiem. Mam nadzieję, że jak co roku nagramy płytę i wydamy ją w 2008 roku.
Wspomniałeś o muzyce rave... Ten gatunek przeżywa na Wyspach renesans...
To nie ma żądnego związku z tym, nawet opowiadając ci o nowej płycie też sobie o tym pomyślałem, że ty sobie tak pomyślisz. Czytałem o tym jakiś artykuł, że rave powraca w wielkim stylu. Myślę, że jeśli dziennikarze o tym piszą, to bardziej oni nakręcają koniunkturę na przywołanie jakiejś kultury.
Wydaje mi się, że to jest związane z faktem ogromnej "napaści" muzyki gitarowej. A naturalną koleją rzeczy jest to, że formuje się tak zwana grupa opozycyjna w stosunku do "gitarzystów" i może okazać się, że już wkrótce chłopcy grający na klawiszach będą wyznaczać kierunki. A renesans rave'u jest troszkę nakręcony przez dziennikarzy. Zobaczymy, czas pokaże. A jeżeli my mielibyśmy się wpasować w ten nurt, to nieświadomie...
"Opherapholię" wydał Mystic. To może być dla wielu zaskoczenie. Wcześniej byliście w mejdżersie, teraz wydajecie płyt w labelu kojarzonym z muzyką metalową...
Tu jest taka kolejna rzecz, która nas bawi i cieszy... Ludzie się dziwią, że taka metalowa wytwórnia i dlaczego... My zawsze, kiedy musimy się z kimś związać i rozpocząć współpracę, patrzymy na człowieka. Dostaliśmy cynk od Macio Morettiego, który powiedział nam, że jest taki chłopak [Michał Wardzała - przyp. red.] i wydaje metalową muzykę, ale ma ochotę się trochę "odfreszować", że tak powiem. Szukał zespołów, a my wtedy szukaliśmy wydawcy.
Rozmawialiśmy z różnymi ludźmi z naszego towarzystwa, którzy nam mówili: "No co wy? Jak to metalowa wytwórnia? Przecież to nie ten target". A my jako zespół starający się zawsze wkładać kij w mrowisko, postanowiliśmy się spotkać z chłopem.
Okazało się, że zostaliśmy zaczarowani. Po pierwsze, pasją faceta do muzyki którą wydaje. Wiesz, ja tam nie słucham death metalu, ale szanuję go za to, że jest totalnie temu oddany. On się na tym zna. A co więcej, umie robić to tak, że na tym zarabia. Nasza współpraca nie ma najmniejszego posmaku pańszczyzny, układu feudalnego. Tam po prostu jest akcja, że jak ktoś chce wydawać i drugiej stronie się to podoba, to to się wydaje. Długo się nad tym nie zastanawialiśmy.
Oni powiedzieli nam czego oczekują, my przedstawiliśmy im własną wizję i okazało się, że nasze drogi zbiegły się w jednym momencie. Styl preferowany przez wytwórnię nie jest tu żadnym kluczem. Po prostu ktoś chce coś zrobić i to idzie. Życzyłbym tego wszystkim zespołom, żeby się nie szufladkowali. Jeżeli grają muzykę gitarową to nie znaczy od razu, że mogą wydawać płyty tylko w dajmy na to Guitar Records (śmiech).
Oczywiście masz rację (śmiech). Dzięki za rozmowę.




dodaj komentarz »wszystkie wątki »