Zmieńmy temat... Na waszej stronie internetowej umieściliście fotografie swoich mam. To dosyć mało rock'n'rollowa akcja (śmiech)...
Michał Wiraszko: [zniżonym głosem] Musiałbyś poznać nasze mamy (śmiech).
(śmiech)
Michał Wiraszko: A tak naprawdę to banał. Został nam jeden "guzik" do wykorzystania na stronie i pierwsza myśl, która nas naszła - bo nie chcieliśmy robić jakichś bufoniastych rzeczy w stylu forum, linków i tak dalej - to było umieszczenie zdjęć naszych matek. A że dużo osób o to pyta, to okazało się być to dobrym posunięciem...
W Polsce tak naprawdę nie da się wyżyć z muzyki. Co robicie poza graniem w Muchach?
Michał Wiraszko: Jeszcze dostajemy od rodziców kieszonkowe (śmiech). Kończymy studia w tym roku. A co potem będziemy robić, to zobaczymy... Byłem ostatnio na rozmowie o pracę (śmiech).
To trzymam kciuki.
Michał Wiraszko: Wiesz, z jednej strony bym chciał, ale z drugiej to się aż boję... Chociaż jest 100 metrów od mojego mieszkania w Poznaniu.
To jest jakiś argument...
Piotr Maciejewski: Opowiedz jak wyglądała cała akcja...
Michał Wiraszko: (śmiech) Pan się mnie spytał: "A co ty robisz w życiu?". Powiedziałem mu, że studiuję. On na to: "Ale co jeszcze?". Powiedziałem, że jeszcze gram. Słyszę: "Właśnie! Byłem tydzień temu na twoim koncercie!" (śmiech).
A propos koncertu... Muchy po wywiadzie zagrały co najmniej udany koncert w krakowskim klubie B-Side. Występ tria oglądała liczna i żywiołowo reagująca - podkreślmy, na nie wydane przecież jeszcze piosenki - publiczność. Jak się okazuje, "Galanteria", "Miasto doznań" czy "Terroromans" już stały się przebojami w podziemnym "światku". Miejmy nadzieję, że jesienią po planowanej premierze debiutu Much przymiotnik "podziemny" nie będzie już adekwatny do pozycji grupy.




Wasze komentarze
dodaj komentarz