Przejdź do głównej części strony

Strona głównaW ROWieWsad

Little Britain, czyli wszystko co chcielibyście wiedzieć o Brytyjczykach, tylko nie wiecie jak zapytać

Autor informacji: Jan Krasnowolski

Brytania! Brytania! Brytania! Kraj osiągnięć technologicznych! Mamy bieżącą wodę od ponad dziesięciu lat, podziemny tunel łączący nas z Peru i wynaleźliśmy koty. Ale żaden z tych wynalazków nie byłby możliwy, gdyby nie ludzie tu żyjący. Właśnie ci ludzie, których dziś zobaczymy. Kim są? Co robią? I po co?

Tak właśnie lub podobnie rozpoczyna się najbardziej popularny program komediowy w Wielkiej Brytanii - "Little Britain". Każdy z półgodzinnych odcinków zawiera serię skeczy i jeśli miałbym je z czymś porównać - na myśl przychodzą mi najlepsze "numery" Monty Pythona.

Autorami "Little Britain" jest dwóch ludzi - Matt Lucas i David Walliams. Jeden niski i gruby, drugi wysoki i chudy, razem stanowią niepowtarzalny duet. Z pomocą charakteryzatorów wcielają się w cały szereg postaci, tak różnorodny, że oglądając program po raz pierwszy ciężko mi było uwierzyć, że są to wciąż ci sami dwaj faceci.

Do sztandarowych postaci "Little Britain" należy niewątpliwie Vicky Pollard, tłusta blond nastolatka w różowym dresie, która jest najgorszą szumowiną rodzaju żeńskiego, jaką sobie można wyobrazić. Vicky programowo ładuje się w tarapaty, ale przyciśnięta do muru wybucha tak bezsensownym słowotokiem, że przeciwnik całkowicie głupieje. Jej powiedzenie "yeah but no but yeah but no" to już czysta klasyka.

Kolejny charakter to Daffyd Thomas, "jedyny gej w wiosce". Daffyd ostentacyjnie obnosi się ze swą orientacją, paradując w różowych lateksowych wdziankach po prowincjonalnej miejscowości, skarżąc się wszystkim dookoła na brak tolerancji i niezrozumienie ("I am the only gay in the village, you know?"). Daffyd wciąż narzeka na samotność, ale zawsze, kiedy okazuje się, że w okolicy pojawił się ktoś o podobnych skłonnościach, robi wszystko, żeby go wygryźć.

Następną niezapomnianą postacią jest Marjorie Dawes, despotyczna liderka grupy terapeutycznej dla otyłych. Marjorie terroryzuje swoich podopiecznych, pogłębia ich kompleksy i stara się zdołować jak najbardziej. Mobbing w jej wydaniu to mistrzostwo świata! Sebastian Love to z kolei homoseksualny sekretarz premiera kraju (który tylko przypadkiem wygląda jak Tony Blair). Sebastian, nawiasem mówiąc - potwornie zdzirowata ciota - jest kochankiem swojego szefa. Uwielbia go i kokietuje na każdym kroku, a przede wszystkim urządza obłędne sceny zazdrości. Nie waha się spławić ministra obcego państwa, aby tylko zostać sam na sam ze swoim ukochanym premierem.

Kolejne dwie postaci to poczciwy Lou i jego niepełnosprawny kumpel Andy. Prostolinijny i naiwny Lou z anielską cierpliwością spełnia wszelkie, nawet najbardziej absurdalne zachcianki Andy'ego, który jest bezdusznym, egocentrycznym potworem. Zresztą, jak się okazuje, Andy jeździ na wózku nie z powodu choroby, tylko z obrzydliwego lenistwa! Z kolei hipnotyzer - naciągacz Kenny Craig - na swoich seansach usypia całą widownię, żeby potem przez godzinę czytać w spokoju książkę. Przed obudzeniem wmawia ludziom, że widzieli niesamowity pokaz i świetnie się bawili. Kiedy trzeba, Kenny potrafi zahipnotyzować kierowcę samochodu, z którym miał stłuczkę, aby wmówić mu nieprawdziwą, ale korzystną dla siebie wersję wydarzeń.

Warto jeszcze wspomnieć o takich osobach jak: Emilly Howard - żałosny transwestyta, potwornie otyła, rozerotyzowana i przebywająca na wiecznych wczasach Bubbles Devere, rosyjski babysiter Ivan, psychiatra dr Lawrence i jego świrowata podopieczna Ann, ekscentryczny właściciel szkockiego zamku - Ray Mc Connell, czy wreszcie psychopatyczne starsze panie - Maggie i Judy.

"Little Britain" - choć niewątpliwie krzywe, jest to jednak zwierciadło, w którym zobaczyć możemy w pewien sposób "typowe" brytyjskie charaktery, w dodatku w swoich najgorszych wydaniach. Dresiara Vicky kradnie i handluje prochami, geje mizdrzą się, epatują zniewieściałością i wrzeszczą o nietolerancji, starsze panie wymiotują, oddają mocz w miejscach publicznych i nienawidzą cudzoziemców, grubasy żrą na potęgę wciąż mówiąc o zdrowym odżywianiu, a ludzie, którzy powinni budzić współczucie z racji choroby (jeżdżący na wózku Andy i chora psychicznie Ann), okazują się cwanymi symulantami, pasożytami żerującymi na ludzkiej naiwności. Cóż, jedyna chyba rzecz, jakiej na pewno nie można zobaczyć w "Little Britain", to polityczna poprawność.

Niesamowita popularność serialu może świadczyć tylko o jednym - trafia on w dziesiątkę, nie owijając spraw w bawełnę. I chyba tego właśnie ludziom brakuje. Ostatnio socjolodzy wylansowali określenie "Generacja Vicky Pollard", odnosząc się przy tym do wtórnego analfabetyzmu młodych Anglików. Na początku porównałem panów Walliamsa i Lucasa do ich starszych kolegów z Monty Pythona nie bez powodu. Choć skecze z "Little Britain" są o wiele bardziej dosadne, a przeważnie po prostu mocno obsceniczne, przebija z nich ten sam dobry, angielski humor, za który kochaliśmy "Pythonów".

źródło informacji: RÓW

Oceń artykuł

  • Kiepski
  • Poniżej średniej
  • Średni
  • Powyżej średniej
  • Bardzo dobry

kliknij aby ocenić

AKTUALNA OCENA 3,07

Dodatki


Informacje dodatkowe