Kupczyłem ochroną przyrody na prawo i lewo. Hańba, hańba, hańba. Wiem, nie ma dla mnie odkupienia ani w życiu doczesnym ani nawet i po mojej nędznej śmierci.
Publikowałem, demonstrowałem, wysyłałem petycje i petycje podpisywałem. Wszystko to, w jakże plugawy sposób, związane było z ochroną dzikiej przyrody w Polsce. O jakże nisko upadłem w swej agenturalnej działalności. Przepraszam Pana Ministra, poniosło mnie.
Po uzyskaniu przez Białoruś czegoś na kształt niezależności, tamtejsze KGB zaczęło wynagradzać mnie w zajączkach. Pięć zajączków za artykuł, dwa zajączki za petycję i jeden za udział w demonstracji na rzecz ochrony dzikiej przyrody. Premię nadal płacono mi jednak w ruskich pierogach. Jestem, bowiem obżartuchem Proszę jednak nie mylić mnie z wykształciuchami. Doktoratu na szczęście nie posiadam.
Mosad, CIA i bułgarski wywiad w latach dziewięćdziesiątych przestały się mną interesować. Zajęte innymi zadaniami. Palestyńczycy, Wojna w Zatoce, Irak, wchodzenie do Unii i inne tego typu głupoty przesłoniły im, bowiem wyższe cele.
W szczytowym momencie mojej wywrotowej działalności prowadziły mnie jednak setki agentów z najwyższej półki, z czego, wstyd się przyznać nawet byłem nawet w jakiś sposób dumny.
Na moją antypolską działalność składa się około 100 publikowanych drukiem tekstów oraz sam już nie wiem ile tekstów zamieszczonych w tak zwanym internecie.
Zwracam się do Wielce Oświeconego Pana Ministra o ojcowską poradę. Jak mógłbym zmazać tę hańbę? Jak naprawić krzywdy, które wyrządziłem mojej Ojczyźnie? Padam Panu Ministrowi do jego Szlachetnych Nóg łkając szczerym szlochem nawróconego zbrodniarza.
tekst: Tomasz Lippoman
zdekonspirowany agent wielu agencji wywiadowczych



Wasze komentarze
dodaj komentarz