Beata po lekturze słownika "Choroby układu nerwowego oraz inne dolegliwości nękające kobiety zajmujące się gospodarstwem domowym" poczuła, że widmo jakiejś dziwnej choroby zagląda jej w oczy. Już od pewnego czasu czuła, że pewne sprawy w domu zaczynają ją drażnić, seriale przestają się podobać, nie utożsamia się, jak to onegdaj bywało, z problemami ich bohaterów, a wesoła zazwyczaj czynność obierania ziemniaków jest przyczyną głębokiego smutku wywołującego niechęć do sporządzenia obiadu.
Na początku nie traktowała tego poważnie. Jednak po pewnym czasie niepokój skierował ją na badania w osiedlowej przychodni zdrowia, gdzie nic sobie nie robiąc z obecności zgromadzonych w poczekali ludzi oddała na korytarzu stolec i urynę. Kiedy zaczęła się wykłócać z pielęgniarką o papier toaletowy przyjechał specjalny samochód, a mili panowie zaproponowali jej przejażdżkę po okolicznych szpitalach dla śmiesznych pacjentów. Beata postanowiła nie skorzystać z owej oferty, wyszarpała się z objęć kaftana, naciągnęła plisowaną spódnicę i jak niepyszna wróciła do domu.
Po tym incydencie zdała sobie też sprawę, że w jej życiu nie dzieje się dobrze, zaś wyobraźnia podpowiadała najgorsze scenariusze, m.in. do drugiej części "Nigdy w życiu" określanej roboczo jako "Zawsze po śmierci".
Jednak jako kobieta, która nie od wczoraj zajmuje się ogniskiem domowym przypomniała sobie, że w ostatniej szufladzie na samym dole szafy znajduje się zeszyt z Przepisami Babci Heli, które wywoływały cuda i oklaski. Odszukała ów zeszyt i zgodnie z recepturą sporządziła wyśmienitą ogonówkę, wyłącznie z młodych ogonów. Kiedy po ugotowaniu zaczerpnęła chochlą, by spróbować czy zupa jest odpowiednio doprawiona, poczuła, że coś w niej pękło i życie zmieniło swą barwę na złoto brązową. W nocy, kiedy dzieciaki i mąż smacznie spali nagotowała będzie z trzydzieści litrów doskonałe ogonówki, a następnie raczyła się nią do rana.
Już nie musiała chodzić do przychodni, aby oddać resztki nagromadzonych w jelicie ogonów, które niczym pejcz przepędziły z niej głupie myśli. Lekarze nie umieli wytłumaczyć, dlaczego tak się stało. Beata wiedziała jednak, że uratował ją zeszyt z "Przepisami Babci Heli", który otrzymała od swej matki, której było Zofia.



~fjuuu
~AF
chodzi :-)
dodaj komentarz »wszystkie wątki »