Zanim zaczniemy wywiad muszę podłączyć telefon do ładowarki, bo zaraz będę miał "low".
Miejmy nadzieję, że nasza rozmowa będzie "high"...
(śmiech) Dobra, już jest w porządku.(śmiech) To zacznijmy. Wasz nowy album zawiera piosenki do spektaklu teatralnego. Powiedz mi kilka słów na temat tego przedsięwzięcia.
Kilka słów jeśli chodzi o spektakl... Sprawa wygląda następująco. W 2006 roku dostaliśmy propozycje przygotowani czegoś niestandardowego, jeśli chodzi o zespół Pogodno, pod kątem Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. A już od dłuższego czasu chcieliśmy przeprowadzić taki teatralny eksperyment i pojawiła się super okazja.
Jako zespół napisaliśmy scenariusz, którego inspiracją był blog niejakiej @linki. Przygotowaliśmy do tego muzykę i okazało się, że tych piosenek jest tyle, iż układają się w całość płytową. Jednak na samym początku nie mieliśmy ambicji żeby robić z tego regularną płytę. Po spektaklu okazało się, że bardzo się to spodobało widzom i w ogóle wszystkim dookoła. I tak doszło do jej wydania...
Powiedziałeś, że już wcześniej mieliście pomysł na teatralny eksperyment. Jak poważne były to plany? Mieliście już gotowy scenariusz czy były tylko niewyraźne zarysy całości?
Nie, to były tak zwane wolne myśli. To była bardziej ochota, żeby zmierzyć się z czymś nowym, bo w tym zespole generalnie wyzwanie jest podstawową jednostką energetyczną, tak to ujmę. Już raz mieliśmy okazję przygotowywać słuchowisko radiowe, niedawno pisaliśmy piosenki do filmu. No i przyszła kryska na matyska. Po prostu... (śmiech). Padło na teatr.
Co będzie w następnej kolejności?
Następnym razem będziemy się zastanawiać jak zrobić, żeby się wystrzelić w kosmos (śmiech). I zagrać koncert w przestrzeni międzyplanetarnej.
Ambitne plany (śmiech)... Powiedz mi czy fakt, że pisaliście muzykę do przedstawienia narzucił wam pewną formułę pracy czy raczej pozwolił na jeszcze poważniejsze eksperymenty?
Dla nas największym ograniczeniem był czas. Ten spektakl przygotowywaliśmy przez 3 miesiące: od w ogóle rzucenia propozycji i zarysu idei do premiery. A jak ktoś miał okazję pracować w teatrze to wie, że przez 2 miesiące nad sztuką to się pracuje jak jest tekst gotowy, jak już wiadomo jak to ma wyglądać, jest wizja reżysera... A myśmy mieli 3 miesiące na absolutnie wszystko. I to był nasz organizacyjny determinant. Trochę się podzieliliśmy zadaniami, ale i tak pracowaliśmy bardzo, bardzo intensywnie. Do tego kontrolowaliśmy takie rzeczy, jak wybór aktorów, wszystkie logistyczno-organizacyjne sprawy. Zatem to był absolutny amok! Przez 3 miesiące to był amok na poziomie 230 procent normy.


dodaj komentarz »wszystkie wątki »