Przejdź do głównej części strony

Strona głównaW ROWieWsad

Wieszanie

Autor informacji: Łukasz Skalik

To stanowczo nie był dobry dzień dla księdza biskupa inflanckiego. Został obudzony gwałtownym szarpnięciem, czyjeś silne ręce wywlokły go z Prochowni, pozostawiając za nim przeraźliwe jęki bijących głowami o ściany więźniów oraz nieznośny smród, znajdującego się nieopodal gigantycznego składowiska miejskich fekaliów. Transportowany pod eskortą na Rynek, mógł się dokładnie przyjrzeć złowrogim uśmiechom odartych nędzarzy, kalek, warszawskich bandytów z nożami ukrytymi w butach i miejscowych pijanych prostytutek w podartych pończochach, ze skundlonymi włosami. Dzikiego, bezimiennego, falującego nienawiścią tłumu, który miał za kilka godzin księdza biskupa Józefa Kossakowskiego z nieopisaną radością na Rynku powiesić.

Z książek do historii można się dowiedzieć iż 24 marca 1794 r. oficjalnie wybuchło Powstanie Kościuszkowskie, zwane również Insurekcją. Te same książki nic nie mówią jednak o tym, w jaki sposób warszawskie damy pokonywały zasłane trupami rosyjskich żołnierzy Krakowskie Przedmieście, czy Nowy Świat (zadzierając suknie, ukazywały tym samym skandaliczną nagość swych kobiecych łydek)? Nic także nie wiadomo o kolorze kaftana, który marszałek Rady Nieustającej - Józef Ankwicz zdjął pod szubienicą, zanim na niej zawisł. Czy był aksamitny i karmazynowy, czy raczej zielony pikowany?

Dla poważnego historyka tego typu problemy nie istnieją. Ważne jest, że marszałek brał pieniądze od carycy (i to całkiem spore), za co w zamian pospólstwo warszawskie go powiesiło. To jest fakt, reszta jest domysłem. Swą nową książkę - Wieszanie - Jarosław Marek Rymkiewicz skonstruował jednak niemal wyłącznie z tego typu domysłów. Informacje zaczerpnięte z autentycznych pamiętników i wspomnień, przyprawił swą bogatą wyobraźnią, malując żywy i barwny obraz osiemnastowieczne stolicy, momentami realniejszy od tego za naszym oknem. Dla Rymkiewicza wszystko jest jednakowo ciekawe i ważne. Kształt szubienicy, nieludzko oszpecona twarz kata Stefana Boema, zaginiony pudel, czy kochanki Stanisława Augusta Poniatowskiego. Nie osądza, nikogo nie ocenia, nie szuka przyczyn, powodów, ukrytych motywacji. Jedynie spaceruje on zabłoconymi, pokrytymi trupami warszawskimi ulicami i patrzy.

Rymkiewicz udowadnia jednocześnie, iż nie wystarczy patrzeć, ważne jest również to co się widzi. Julian Ursyn Niemcewicz, obserwując zmasakrowane zwłoki żołnierzy poległych pod Maciejowicami, widział mężnych patriotów, którzy zasłonili swymi ciałami ukochaną Ojczyznę. Autor Wieszania widzi jednak wyłącznie blade, zsiniałe od mrozu, ubabrane błotem żylaste członki oraz koszmarnie wykrzywione bólem i przerażeniem twarze. Tylko tyle. Żadnego patosu, żadnej apoteozy. Wyłącznie realistyczny, niczym się nie brzydzący naturalizm, który jest jednak tak bardzo bliski jest życiu. Dla niego historia nie jest ciągiem przyczyn i skutków, raczej zadziwiającą układanką elementów w ogóle do siebie nie pasujących. Elementów rozrzuconych przez gigantyczny wybuch, katastrofę, taką jak na przykład Powstanie Kościuszkowskie.

Czy Rymkiewicz ma rację? Wielu na pewno się z nim nie zgodzi. Ludzie pragną spójnej wizji świata, potrzebują bezpieczeństwa. Ja jednak próbuję sobie wyobrazić książki historyczne jakie powstaną za dwieście lat. Pełne suchych faktów o wojnie w Iraku, niezrozumiałych przesileń w polskim rządzie, kontrowersyjnym ministrze edukacji i jego kolejnych międzynarodowych gafach. Raczej nikt jednak nie napisze o ekologu z Raspudy, czy kocie Jarosława Kaczyńskiego. Szkoda.

źródło informacji: INTERIA.PL

Oceń artykuł

  • Kiepski
  • Poniżej średniej
  • Średni
  • Powyżej średniej
  • Bardzo dobry

kliknij aby ocenić

AKTUALNA OCENA 3,01

Dodatki


Informacje dodatkowe