Przejdź do głównej części strony

Strona głównaW ROWieWsad

Poddaliśmy się

Raczej niezbyt wesoły wywiad z basistą krakowskiego zespołu rockowego - Citizen Woman There.

(Uwaga metodologiczna. Gdy jakiś czas temu dowiedziałem się o istnieniu niezależnej sceny rockowej w Krakowie, zwanej jako Solve Small Scene, mój zachwyt i entuzjazm dla tego zjawiska przyćmił mi nieco zdolność krytycznej oceny rzeczywistości. Tydzień temu wysmarowałem w ROWie swego rodzaju pean pochwalny na cześć SSS, zatytułowany ekstatycznie - "Rock nie umarł!". Mój zapał został jednak ostudzony szybciej niż mogłem się tego spodziewać. Najpierw pojawił się pod moim felietonem krytyczny komentarz jednego z członków Citizen Woman There, sugerujący iż wcale nie jest tak cacy z tym rockowym graniem w Krakowie. Zaniepokojony tym głosem, postanowiłem udać się do źródła - Marcina Krokosza, basisty CWT. W końcu członkowie tej formacji współtworzyli Solve Small Scene. Efektem rozmowy z nim jest niniejszy niezbyt niestety radosny wywiad, który przy okazji jest dla mnie nauczką, że zanim o czymś napiszę powinienem to wcześniej jak najdokładniej sprawdzić.)

RÓW: Citizen Woman There - czy to cokolwiek znaczy?

Marcin Krokosz: Składając słowo po słowie na pewno. Nie ma co jednak szukać drugiego (i żadnego następnego) dna czy jakichś metafor. Trójczłonowa ciężka do zapamiętania nazwa kapeli - tyle ;)

RÓW: Podoba Ci się to jak o was mówią, tudzież piszą?

MK: Jak piszą dobrze to raczej tak, podoba się. (śmiech). Jeżeli tylko opinie są trafne, a te nie zawsze muszą być dla nas pochlebne, to mi się podoba. Nie lubię jakiegoś takiego ściemniania, że osoba przeprowadzająca wywiad słyszała jedną piosenkę z naszej strony www, czy z Myspace, przeczytała pięć znalezionych gdzieś w google wywiadów i powiela to, co tam jest napisane. W ten sposób powstaje coś w rodzaju wielkiej plotki, która przedstawia prawdę w bardzo krzywym zwierciadle. Owszem, my nawiązujemy do nowej fali, lubimy Joy Division, Bauhaus, ale nie jesteśmy nowofalowcami pokroju chłopaków z na przykład Siekiery (choć zespół lubię), a czasem tak nas określano. Wystarczy posłuchać, by odkryć, że to coś, co nas inspiruje, ale takich inspirujących nurtów jest więcej. Staramy się to w jakiś sposób kompilować i wytwarzać naszym zdaniem nową jakość. Inna sprawa, że właśnie przez to nasza muzyka wywołuje tak sprzeczne odczucia. Jedni ludzie mówią, że to świetna muzyka, inni że po prostu syf. Że brak wokalu, czy gitary, że to, że tamto. Grając 6 lat zdążylibyśmy załapać, że coś jest nie tak. Otóż właśnie tak ma być jak jest! Mówię o wersjach koncertowych, bo żadne z dem jeszcze nie zabrzmiało dobrze, bo na to nie ma od tych 6 lat kasy.

RÓW: Jak powinna (w takim razie) wyglądać "prawidłowa" charakterystyka waszej muzyki?

MK: Statystyczny Polak w wieku 18 - 25 ma w domu komputer, odtwarzacz CD i DVD. Pożyczasz komplet kolumn od kumpla, drugi od koleżanki, podłączasz tak, aby każde z urządzeń mogło równolegle z pozostałymi emitować dźwięk. Puszczasz w komputerze w Winampie - Joy Division (Closer), w WMP - Bauhaus (In the Flat Field), na DVD - The Rapture (im wcześniejsza płyta, tym symulacja będzie dokładniejsza), a z kompaktu dajesz Dummy Portishead i udajesz, że nie słyszysz tego zajebistego wokalu. W głowie nucisz coś Sonic Youth. Dla mnie to chyba mieszanka, która byłaby "idealną" muzyką. Tak właśnie chciałbym, żeby brzmiało CWT i staram(-y) się robić wszystko, by tak było, więc to uznajmy za nasz cel. Aha i nie ma czegoś takiego jak prawidłowa i jedyna dobra charakterystyka. To moje zdanie na ten temat, ale myślę, że każdy widzi to inaczej. Kiedyś ktoś, już nie pamiętam kto, stwierdził że w piosence Table słyszy Closterkeller! To były jaja!

RÓW: Powiedz coś więcej Solve Small Scene

SSS - Solve Small Scene, miało być inicjatywą, która pozwoli pokazać i tu i poza naszym (złe słowo, nie identyfikujemy się specjalnie z tym miejscem) miastem, że Kraków nie jest miastem wyłącznie obciachowych rockowych kapel. Znałem Music Unsolę, znałem Crasnali i gdzieś czuliśmy, że poza nami są jeszcze jacyś ludzie którzy grają fajną muzyke. Nie było nam jednak dane jakoś się bliżej zaprzyjaźnić z innymi. Po prostu nie mieliśmy okazji się poznać. Organizacja każdego koncertu była wielką walka o miejsce gdzie się odbędzie, papier na plakaty i ksero. Sprzęt przywoziliśmy nasz, ten na którym gramy na co dzień. To raczej nie nagłośnienie na warunki 'live", ale co mieliśmy zrobić... Nawet kserowanie plakatow nie było łatwą sprawą. Musieliśmy oszukiwać Panią dyrektor i za jej plecami odbijać plakaty. Szkoda że to nie wypaliło, bo mogło być fajnie. Raczej nie tylko lokalnie w Krakowie, ale mniej hermetycznie - na terenie całej Polski. Dzięki SSS zaprzyjaźniliśmy się z zespołem Columbus Duo - pewnie mało kto słyszał o nich, ale według mnie to liga światowa. Naprawdę polecam. Poznaliśmy także Organizm. Też świetna muzyka, sympatyczni "kolesie" :) Niestety, szło to wszystko strasznie opornie, a życie wymagało od nas poza SSS poświęcenia innym jego aspektom. Padło to po prostu. Zderzyliśmy się z ambicjami ludzi z domów kultury, którzy w swoich MDKach pomiędzy boazerią i lastrykiem na podłogach chcieli promować jazz, czy muzyke poważną. Sorry. Kolejna grupa, to menadżerowie z pubów. Nie gramy coverów i standardów rocka, więc na wejściu byliśmy u nich przegrani, a ich oferta - zagrajcie za dwa browary na twarz, też raczej nas nie interesowała. Zespół Columbus Duo spał u Łukasza z Music Unsoli, bo kasy nie wystarczyło na nocleg. Z pieniędzmi na benzynę też łatwo nie było. Dzięki wielkie dla Lucjana z Kawiarni Naukowej. On zawsze gdy nas olano już we wszystkich miejscach zawsze przyjmował nas z otwartymi rękoma i tam mogliśmy zagrać. Gdyby tu w Krakowie było więcej takich osób, nasza kultura nie byłaby tak obciachowa. Wszędzie albo kluby z DJami (i ok, niech będą, ale kurde, są jeszcze ludzie lubiący inną muzykę), albo "rockowe jaskinie". Niech też będą, ale niech to nie będzie tak zmonopolizowane i ograniczone! Kłody pod nogi, poddaliśmy się. Coś co miało być, a pokazało nam, że zaistnieć nie może w naszym mieście i w naszym kraju.

RÓW: Jednym zdaniem, Kraków to nie jest zbyt dobre miejsce do grania?

Miasto z wielkimi tradycjami,a nie ma nawet dobrej sali koncertowej. Jest Studio - no ale to jest dobre na Myslovitz czy Kult. A jakby tak u nas chciała zagrać Madonna?To co? No jest pesymistycznie, nie ma się z czego cieszyć ;) Wiesz, tak się narzeka, ze młodzież pije, pali i nie ma co ze sobą zrobić. Tu bez większej kasy ciężko jest rozwijać swoje pasje. Sport kosztuje, boisk i basenów mało, ścieżki rowerowe żeby bezpiecznie przejechać przez miasto to też nie powstają w zastraszającym tempie. Podobnie z "infrastrukturą" muzyczną. Począwszy od małej ilości i słabo zaopatrzonych sklepów muzycznych, poprzez deficyt salek do grania prób, a kończąc na miejscach do grania koncertow. W moim odczuciu czegoś tu brakuje. To nie napawa zbytnim optymizmem.

RÓW: Gdzie i kiedy można was będzie usłyszeć?

Na razie planujemy zrobić kilka nowych piosenek. W koncertowaniu najprawdopodobniej mała przerwa.

RÓW: Właśnie nagraliście demo - Passing Lorry Trash and Glory. Jest jakaś szansa na całą płytę?

Jak znajdziemy dobrze płatną prace lub bogatego sponsora, to tak. My bardzo chcemy, ale jak wiadomo chcieć, to nie zawsze móc.

RÓW: Jaką muzykę chciałbyś słyszeć w radio?

Taką, o której nic a nic nie słychać. Mnie zaszokowała ostatnio gdzieś przeczytana informacja, że teraz dochodzi do tego, że muzykę tworzy się tak, aby dobrze komponowała się z reklamówkami, jakie lecą w radiu. Oczywiście to nie nagminne ale istnieją takie "nurty". Świat staje na głowie. Oj tak. Staje na zupełnie pustej głowie...

Rozmawiał, z rozumieniem kiwał głową i ocierał łzy basiście- Łukasz Skalik

źródło informacji: RÓW

Oceń artykuł

  • Kiepski
  • Poniżej średniej
  • Średni
  • Powyżej średniej
  • Bardzo dobry

kliknij aby ocenić

AKTUALNA OCENA 2,98
  • Bo to są wiesniaki
    (2008-03-24 02:14)
    ~dj.kolo

    i tyle,brzmienie garażowe,irytujący
    wokalista,wileki zespół,do kosza z nimi.


Dodatki


Informacje dodatkowe