"Oresteja" po raz pierwszy wystawiona na scenie w 458 r. p.n.e. jest jedyną, zachowaną do dziś antyczną trylogią, do tego doskonale zorganizowaną pod względem kompozycyjnym.Trzy części z jakich składa się dramat odczytywane są jako historia zbrodni, kary i przebaczenia, w której rzucona na ród Agamemnona klątwa bezlitośnie wypełnia się w kolejnych mordach.
Dokonując licznych skrótów w swej inscenizacji, skupił się Klata przede wszystkim na analizie mechanicznego reagowania złem na zło wcześniej popełnione oraz wierze, że jedynie zemsta może oczyścić człowieka z cierpienia.
Orestes (Piotr Głowacki), choć uwikłany w tragiczny konflikt, w którym każdy wybór pociąga za sobą nieodzowne konsekwencje, nie przeżywa dylematów i rozterek. Po uroczystej przysiędze zemsty złożonej nad grobem ojca wraz z siostrą Elektrą (w tej roli Anna Radwan-Gancarczyk) bez skrupułów zabija matkę oraz jej kochanka, którzy odpowiadają za śmierć Agamemnona.
Przemoc staje się tu czymś koniecznym, a zarazem naturalnym. Sam proces dokonania zbrodni przedstawił Klata w konwencji raczej groteskowej- Klitajmestra (Anna Dymna) ubrana w suknię ślubną (symbol czystości) w afekcie wybiega za kulisy z siekierą, by już za chwilę powrócić na scenę jako upiór z horrorów, zbrukany krwią Agamemnona. W podobny sposób zbrodni dokonuje Orestes, wzorując się na komiksowym bohaterze krwawym czynem wypełnia obietnicę pomsty.
Czerpanie z ikon popkultury apogeum swe osiąga w scenie sądu, ukazanej jako telewizyjne reality-show z udziałem i głosowaniem publiczności. Imprezę prowadzi bogini mądrości Atena (tu już bardziej wyraziste, ponowne wystąpienie Anny Radwan-Gancarczyk), w rozgrzaniu widowni natomiast stara się jej pomóc piękny Apollo, śpiewający utwór "Feel" Robbiego Williamsa (w tej kreacji Błażej Peszek). Występ boga światła, który miał tu zdaje się rozświetlić nieco spektakl, jak i rozładować napięcie po wcześniejszych, krwawych zdarzeniach nie był jednak ani udaną parodią megagwiazdora muzyki pop, ani też wybitnym popisem tanecznych możliwości aktora. Ciekawszą formą scenicznej ekspresji okazało się tu obronne wystąpienie Orestesa, komicznie poruszającego się wśród tańczących obok, skąpo ubranych erynii.
Poza całą serią groteskowo-showmańskich gagów jakie stosują aktorzy, wplótł Klata w swoją inscenizację również bardziej tradycyjne dla tragedii antycznej sposoby rozwiązań- mianowicie sceny o charakterze symbolicznym i wizyjnym. Na uwagę zasługuje moment odsłonięcia purpurowego dywanu przed właśnie wracającym z wojny Agamemnonem. Z chwilą gdy za namową żony ostentacyjnie wstępuje on na dywan, rzucona klątwa zaczyna się spełniać. Wrażenia nie zrobił natomiast dłużący się monolog wieszczki Kassandry (Małgorzata Gałkowska). Znaczenia jej bełkotliwych, wyrywkowych widzeń mogliśmy się domyślać, jednak mistycyzmu zdecydowanie w scenie tej zabrakło.
Z aktorów wyróżnić należy Juliusza Chrząstowskiego, który doskonale wcielił się w postać Aigistosa oraz Annę Radwan-Gancarczyk jako Atenę.
Klata odnalazł w "Oresteji" treści wciąż aktualne,a historię rodu Agamemnona świetnie wpasował w obraz współczesnego nam społeczeństwa, całość odbyła się jednak bez metafizycznych przeżyć, a i o oczyszczającej sile spektaklu, czyli greckim katharsis mówić trudno.
Magdalena Figzał


~Andrzej
Widziałem Oresteję wczoraj 08-04-2008 w Teatrze
Dramatycznym w Warszawie.
Bezwzględnie Jan Klata...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »